środa, 23 czerwca 2010

Pojechałam...

do d.., winię za to tempo pracy i mojego byłego-obecnego. Muszę sobie kogoś powinić, moze mi będzie lepiej na sercu. To mój pierwszy tygodniowy urlop, podczas którego siedzę w domu. I się wkurzam, bo piątek był taki sam, jaka jest środa itd.. eehh Wszystko przez to, ze stchórzylam. Bo się bałam zostać sama..jasne babka w moim wieku bez faceta, co ja będę w domu sama robić i takie tam jazdy psychiczne. A to, ze ktos mnie trzyma jak latawiec to juz mało ważne. Jadę jutro w Bieszczady. Tam papieros w samotności smakuje naprawdę dobrze. No i tam przynajmniej mój bolid z 94' dojedzie...inszallah:).
Przy tym moim zrozpaczeniu:) polecam "Tysiąc wspaniałych słońc" Khaleda Hosseini. Opowieść o dziewczynie z Afganistanu, jej życiu w kraju odmiennej obyczajowości. Gdzie wersety Koranu przeplatają się z okrucieństwem. Polecam gorąco, porywająca lektura nie tylko dla tych, które zostały w domu..\:)

niedziela, 11 kwietnia 2010

żałobny kir nad Polską

Dwie minuty ciszy za ludzi, ktorych zycie tak tragicznie sie zakonczylo...

sobota, 10 kwietnia 2010

Niepotrzebne śmierci

Dziś wyjątkowo nie na temat.. Rozbił się samolot z prezydentem Polski. Prawie 100 osób ... Każdy, kto latał, lata wie jak bez szans jest się tam w powietrzu... Współczuję bardzo mocno wszystkim bliskim tych osób...
żałoba narodowa potrwa tydzień...

wtorek, 6 kwietnia 2010

Nowe wojaże

...sie kroją. Tylko jak dalej pewne sprawy będą szły tym, co idą torem, to pewnie będą to wojaze w pojedynkę. No cóz, zycie. Ale jako wzglednie doswiadczona w kontaktach damsko-męskich kobieta, nauczylam się jednej pożytecznej rzeczy: nie przejmować się facetami! ba..ktoś mądry powiedział nawet kiedys: "milość jest jedna, tylko ludzie się zmieniają". Pozostawiam do oceny. Ale widać, że prawdę ów osoba rzekła:)
Ok, tyle tych wynurzeń.
Poniżej podaję adresy stron, gdzie mozna tanio wynaleźć świetne lokum w Barcy.
Po pół roku pozostawiania w formie breji,w końcu trawę można nazwać trawą; pozdrawiam wiosennie
www.rent4days.com
www.bcnrooms.com - tę polecam szczególnie, ja nie placiłam wczesniej zadnego zadatku, mieszkania swietne w super miejscach -drukujesz sobie voucher i pokazujesz na miejscu wraz z dokumentami wlaścicielowi,odbierasz klucze i ..wsiąkasz w miasto
i mail do osób(Polacy), ktorzy wynajmują mieszkania -lub ich znajomi: rooms.bcn@gmail.com

sobota, 6 marca 2010

Imprezowanie po katalońsku...

... czyli na grubo (lub jak kto woli - na bogato). I nie chodzi tu wcale o ilość papierów posiadanych przy sobie, a raczej o calokształt!Zaopatrzyć w trunki można się na przyklad w znanej wszystkim sieci Lidl. Trzeba mieć tylko na uwadze, że w niedzielę mają zamknięte i kupić coś na "drugi dzień". Wino za 2 zł naprawdę ok smakuje i nie wnikałam w nic innego. Polecam delikatne piwko cytrynowe - w sam raz na letnie upały. Barcelona nie śpi. Zaobserwować można nawet ciekawe zjawisko, np. spacerując ulicami ok godz 21 napotykamy starsze panie, które siedzą sobie na laweczce pod blokiem, palą, cos tam popijają i widać z daleka, ze naprawde dobrze bawią się w swoim towarzystwie. Próbowałam znaleźć odpowiednik tego zjawiska u nas... nie muszę mówić chyba, co mi wyszło;) Jeśli myslimy o imprezowaniu standardowym, typu: disco dobre na wszystko, to polecam imprezy obok słynnej Złotej Rybki na Barcelonettcie. Lokale np. Opium wychodzą na plażę, są z reguły w połowie zadaszone, duuuże, w polowie to restauracja na świeżym powietrzu. Goście zjawiają się już ok 23, ale okolo 1-2 w nocy jest naprawdę fajnie! Wstęp jest z reguły wolny, ale ceny zdecydowanie różne od lidl-owskich. Imprezy sa na naprawdę wysokim poziomie, także nie dziwią dziewczyny ubrane jakby zeszły z wybiegu i wypięknieni panowie. Oczywiście miks kulturowy, czy rasowy jest tak normalny, jak to, ze piwo musi być zimne. Samotnie przybyła do klubu dziewczyna, tylko przez moment jest sama. Panowie mogą czuć komfort wizualny:)DJe potrafią rozkręcić klimat kawałkami, o ktorych Polacy usłyszą za parę miesięcy..

Naprawdę polecam!!!to trzeba poczuć na własnej skórze, to kiedy jest tak cudownie, a ty nie masz juz zupełnie siły by tańczyć. Uwierzcie, ze nikogo nie zdziwi widok człowieka wracajacego bez butów nad ranem;)
Szczególnie warto pojechać do tego cudownego miasta w okresie wielkiej fiesty, czyli od 15-go sierpnia włącznie. Fiesta major de Gracia - to wielka impreza w dzielnicy Gracia. Trwa tydzień i gwarnie jest dosłownie wszędzie, a na ulicach koncertują zespoly, grajkowie, kuglarze i tego typu twory. Trzeba jednak pamiętac, ze w tym okresie noclegi są najdroższe i często zarezerwowane wcześniej, więc last minute w tym przypadku może nie wypalić.
Najbliższe większe święto to 23-go kwietnia, Dzień Św. Jerzego - jest on patronem Katalonii i to trochę takie nasze-nienasze walentynki. Wszędzie napotykasz zakochane pary, które wcześniej obdarowaly się sercami czy różami, albo też idą żeby to uczynić. Na La Ramblas stoi wówczas cała masa straganów i straganików z kwiatami i innymi specyjałami umilającymi ten dzień.
Dla milośników muzyki gitarowej polecam koncerty podczas festiwalu gitarowego na przelomie kwietnia i maja. Cudowna pogoda i ten klimat...aż chce się żyć:) Wyjątkowo też obchodzi się tu dzień Św. Jana - Katalończycy znają go jako Nit del Foc, czyli noc ognia. W mieście odbywają się pokazy sztucznych ogni i najlepsze- na plażach palone są ogniska, ludzie siedzą, rozmawiają, grają, poezja!!
W lipcu z kolei na wzgórzu Montjuic odbywa się Festiwal Grecki, poświęcony greckiemu teatrowi, muzyce, tańcowi. Jest wtedy baaardzo barwnie i ciekawie. Jednym z bardziej znanych - przynajmniej z tv - wydarzeń skłaniających do imprezowania - jest Festa de la Merce(po 24 wrzesnia), wtedy odbywają się parady olbrzymów, kukieł z wielkimi glowami, ziejace ogniem smoki i okazja do zobaczenia, ale polecam skorzystać z możliwosci zatańczenia osobiscie sardany; tańca narodowego:)
tak to barwnie się tam dzieje, pozostaje się tylko wkomponować, pozdr:)

Barcelońskie pieski, zmęczone upałem.

piątek, 26 lutego 2010

jeszcze raz o Barcelonie

Pewnie jeszcze nie raz wspomnę to piękne miasto, ale nie miejcie mi za złe. W szare, nieciekawe polskie przedwiośnie to jest po prostu konieczne! W dzisiejszym poscie kilka fotek ze spaceru, którego celem było zobaczenie na własne oczy bodaj najwspanialszej, wciąż nie dokończonej budowli Gaudiego. Sagrada Familia jest niesamowita, zjawiskowa, monumentalna i totalnie oderwana od tego wszystkiego, co dotychczas zostalo powiedziane (raczej pokazane) w architekturze sakralnej. Dzieło sztuki przez wielkie D! Nie będę się rozpisywać - jak to mi się czasem zdarza:) - na temat powstania, ciągłego powstawania koscioła. To można przeczytać wszedzie, zależalo mi raczej na tym, że może ktoś ogladając te fotki zapragnie stanać pod Sagradą i po prostu wyrobić własne zdanie na jej temat, szczerze polecam! Kościół ma dwie strony: mroczną i jasną. Tak to odebrałam w popoludniowym słońcu. Mroczna jest misternie zdobna, trzeba się naprawdę dobrze wpatrzeć, by dostrzec jej detale. Jej wieże sprawiają, że z daleka wygląda tak niesamowicie. Mnie przypomina jakiś niebywały kopiec termitów. no ale to moje wolne skojarzenia. Ciągle nie wychodzi mi z głowy myśl, co miał w glowie ten geniusz Gaudi!?! To naprwdę niebywały talent.





























Następnym razem opiszę jak w Barcelonie spędzić czas, gdzie mieszkać, jeść i imprezować. W końcu warto już pomyśleć o wakacjach:)

wtorek, 12 stycznia 2010

Fontannowy spektakl na Montjuic

Ok, co gdzie i po co?:) Zdjecia ponizej zrobilam podczas naszego drugiego podejscia, zeby ten spektakl wody i światla zobaczyc. Wszystko odbywa się na Wzgorzu Montjuic i z normalna, zorganizowana wycieczka kosztuje ok. 30 eur. A mozna za free. Osobiscie polecam wieczorek
zorganizowany w postaci kocyka i wina, ewentualnie szampana, ktory jest tu niezwykle popularny! Samo przedstawienie, kiedy gigantyczna fontanna uruchomiona w 1929 r. z okazji światowej wystawy, pulsuje w rytm przebojow z glosnika w repertuarze przyprawiajacym o zawrot glowy show ··jest Queen, Czajkowski i Abba.. Wygląda pięknie, ale nieco roczarowuje. Ale... kwestia gustu przeciez:)
Adres: Placa de Carles Buigas 1
czas: (posluże się moim planem miasta) od maja do wrzesnia -pt-sob w godz. 20-24
pazdziernik-kwiecien : pt-sob w godz. 19-21.
Wielu uważa to za najbardziej kiczowaty spektakl w miescie. Moim zdaniem trzeba to po prostu samemu zobaczyc, z pewnoscia jest to jakas niepowtarzalna forma. No i u nas takiego nie ma, haha.
ps. przepraszam za nienajlepszą jakosc zdjec, ale nie mialam wowczas statywu..:(





































































































































poniedziałek, 11 stycznia 2010

Mataviejitas

de
Dziś będzie zupełnie z innej beczki.

Głośna przed dwoma laty sprawa w Mexico City. Sprawa seryjnej morderczyni staruszek, Juany Barraza Samperio.
Spośrod wielu problemów socjologicznych w burzliwie rozwijającej się Ameryce Łacińskiej o tym mówiło się mało, a problem był i jest. I to problem nietuzinkowy, czy ktoś slyszał o podobnych przypadkach w innych krajach? W tak religijnym kraju jak Meksyk ostatnią tak glośną sprawą była historia siostr Gonzales, które prowadziły maly burdel w domu na wsi. Jak się później okazało, w ogródku za tym przybytkiem pochowały ponad 80 osób! Prawie wszystkie związane z prowadzonym przez siostry "biznesem": klienci i prostytutki, ktorzy im podpadli.
O dzisiejszym Meksyku w kategoriach przestępstw, morderstw, porachunków na ulicach słyszy się masę doniesień.

Sprawa Barrazy została wstępnie zamknięta w 2008 r., kiedy to została skazana na 759 lat odsiadki. Przebywa w zakładzie w Santa Martha Acatitla (że też wszystko w tym kraju musi się zaczynać od "santa"!) - więzieniu o zaostrzonym rygorze.
Co najciekawsze biegli sądowi ocenili jej świadomosć w chwili dokonywania zbrodni na zupelnie poprawną!Co zatem bylo nie tak? Dzieciństwo. Niestety w wielu przypadkach podobnych skrajnosci to, co dana osoba przezyla w swoich wczesnych latach niesamowicie rzutuje na późniejszy czas. Na fobie, depresje, problemy emocjonalne itp. Barraza Samperio wychowała sie w slamsach otaczających Hidalgo. Przez wiele lat była zapaśniczką lucha libre. Miała pseudo La Dama del Silencio. W tej kategorii występują dwa typy zawodników: tecnicos, czyli fair play oraz rudos - wszystkie chwyty. Ona była rudos. Jak wspomina w wywiadzie szefowa jednego z fan klubów lucha libre - "Tu nie przychodzą grzeczne dziewczynki, tylko babki, które muszą coś odreagować". Ona odreagowywała wiecznie pijaną matkę, która w wieku 12 lat sprzedała ją sąsiadowi za trzy piwa. Lucha libre pozwoliło się jej wyrwać z Hidalgo. Taki klucz do lepszego świata. Zabijała kobiety w wieku 60-90 lat, robiła to -jak mówila- by zemścić się na matce, która zrujnowała jej życie. Mordowała w charakterystyczny sposób. Dotychczas odowodniono jej zabojstwo kilku osob, próbuje się udowodnić kolejne (w sumie ok.80). Tak naprawdę na wymiar kary to raczej nie wpłynie. Meksykańskie prawo nie pozwala więzić dłużej niż 50 lat.
dla zinteresowanych temetem link do pełnego artykułu na ten temat, jaki ukazał się w"Wysokich Obcasach".

niedziela, 10 stycznia 2010



Ładnie się zaczął ten nowy, 2010!Zmianą pracy. Tylko jeszcze nie bardzo wiadomo na jaką. Podobną, czy zupelnie inną? Praktyczną, czy wymarzoną. Jestem delikatnie mówiąc rozdarta emocjonalnie. W końcu praktyczny koziorozec śmie marzyć o innych, niz przyziemne rzeczach...ale przeciez jedno zycie mamy do dyspozycji. Akurat biura podrózy zaczynają rekrutować na nowy sezon. Eh, zobaczymy co się wydarzy! czasem bieg wydarzeń najbardziej zaskakuje samych zainteresowanych.
Mam jeszcze kilka zdjęć z Barcelony i nie tylko, ktore chciałabym pokazać. Moze kogoś zainspirują do wyjazdu (ps. wizzair ma teraz megapromocję na bilety!), albo po prostu będzie przyjemnie popatrzeć na nie.


Piękne miasto niezaleznie od pory dnia! W oddali oświetlony kościół na wzgórzu Tibidabo

Panorama miasta widziana ze schodów pod muzeum

Tańczący SARDANĘ- narodowy kataloński taniec, jednoczący wszystkie klasy społeczne. Żaden festiwal nie moze obyć się bez tego tańca!Niestety pomnik stoi przy zejściu z Montjunc, które to akurat było remontowane. Po wspięciu się na pozostalość krawężnika tyle udalo się przemycić.



Rzut oka na Wzgórze Tibidabo skąpane w czerwieni zachodzącego słońca.



Rzut oka na port (powyżej i poniżej)


Sagrada Familia widziana z Montjunc

Schody pod Muzeum Sztuki Katalońskiej są miejscem spotkań lub po prostu kontemplacji i nicnierobienia:)


Wieza basztowa zamku.

Mroczna historia, mroczne zdjęcie.

W weekendy miejsce to ozywa! postaram się to pokazac niebawem.

Muzeum Sztuki Katalonskiej. Fasada w trakcie remontu niestetyyyy.

piątek, 8 stycznia 2010

obudzona ze snu:)


oj, oj, oj, chyba chwilkę przyspałam sytuacyjnie:)
ale obiecuję wszystko nadrobić, najlepiej chyba fotograficznie.
Będzie to w najbliższych dniach taki delikatnie mówiąc misz-masz ogólny:)pozdrawiam i sciskam noworocznie!!!
W ramach zyczeń, piękna inspirująca myśl Paula Michaela Zulehner'a
"KTO NIE MA MARZEŃ, NIE BĘDZIE MIAŁ SIŁY DO WALKI"
zyczę Wam, czytającym te słowa marzeń w ilości niepoliczalnej, które dzięki Waszej determinacji będą się po kolei spełniać i smakować jak nic na świecie!

poniedziałek, 12 października 2009

wieści z Turcji

Piszę to chyba tylko dlatego, ze sama sobie nie dawałam przegadać, ze uparłam się, ze mój turecki facet jest inny i razem mozna wiele. Kiedy tylko nie wypalił mój wyjazd do pracy w charakterze pilota i - nie ukrywajmy-przejrzałam nieco na oczy podziało się duuuuzo! Dzięki Bogu nie pojechałam tam po tym wszystkim, co się podziało w związku z jego samobójczymi próbami. Minęło od tego juz naprawdę sporo czasu, a ja dalej mam telefony z przeróznych numerów (pewnie kupuje coraz to nowe startery, by mnie zamęczyć). Najlepsze i tak były ostatnie smsy! I to jakie! Gatunkowe! Czego zresztą mozna było się spodziewać po psychicznym facecie?! Pogrózki to naprawdę mało powiedziane! oprócz tego,ze uznał, ze "powinnam iść na ulicę, spotkać bogatego faceta i iść z nim do łózka za kasę"; teksty w stylu, ze go oszukałam, bo nie przyjechałam, że poznał wielu Polaków w tym roku i przyjedzie zimą do Polski i zrobi mi "game over"!
Słodko prawda? Az boję się pomyśleć, co byłoby, gdybym była tam na miejscu...Wiem już jak obróciłby swą agresję.
Moze kogoś to przestrzeze, moze nie. Nie jestem kaznodzieją. Czasem trzeba do czegoś dojść samemu, bo nawet jeśli bardzo bliskie osoby ci to próbują uswiadomić, wydaje ci się - eh, nic nie wiedzą. Czas jest najlepszy. Najmądrzejszy. Pozdrawiam:)

niedziela, 11 października 2009

FC Barca day and night, czyli futbolowy zawrót miasta

Tego, ze Barcelończycy kochają swój klub nikomu przedstawiac nie trzeba. Sposób w jaki potrafią wykorzystać tę popularność jest imponujący. Biznes piłkarski kwitnie w calym mieście. Na mecz idzie się w koszulce ulubionego gracza, przoduje Iniesta:)
Ilustracja do tekstu powyzej

FC Barceloński bazarek, w sklepie firmowym przy Camp Nou jest taniej!

Atmosfera meczy jest niesamowita. Ci, którzy nie zakupili biletów kręcili się pod stadionem lub oblegali knajpy i oglądali mecz w wersji ekonomicznej.


Mimo tego, ze na mecz przyjechała lub przyszła MASA ludzi, policja świetnie poradziła sobie z drogowym napięciem. I znowu ta myśl "u nas by sie nie dało".. Cóz

Szalik słynnej Barcy prosto spod największego stadionu w Europie? Proszę bardzo!


I to samo o świcie, imponujący, wielki, zorganizowany Camp Nou.

Nie od dziś wiadomo, ze wszelkiej maści stragany wielbię:)


No i sklep firmowy. Pewno ponad połowa będących tam ludzi przyszła sklep po prostu zobaczyć i zrobić sobie zdjęcia z szeregiem bezglowych pilkarzy w barwach Barcy lub na tle herbu klubu. Dla fanów raj! nie przychodzi mi do glowy nic, czego w tym sklepie nie byłoby okraszonego koloramy FC Barcelony.
Wstęp na stadion, kiedy jest luz, nie ma meczy to wydatek ok 16 eur.Sporawo, dlatego zdjęć ze środka nie będzie.